Kajakiem po Nidzie – VI Misyjny Spływ Kajakowy

Przez 4 dni 30 osób płynęło kajakami po rzece Nida. Grupa, w połowie osób dorosłych, w połowie dzieci i młodzieży, zatrzymywała się w różnych wioskach i miasteczkach, by rozdawać nowe czasopismo „Ratunek” i sprzedawać książki Wydawnictwa Znaki Czasu (przede wszystkim „Wielki bój”).

Spływ kajakowy po Nidzie (woj. świętokrzyskie) był już szóstym tego typu wydarzeniem: wcześniej po dwa razy pływano Czarną Hańczą i Rospudą oraz, w zeszłym roku, rzeką Wieprz. Wyjazdy zawsze miały charakter ewangelizacyjny: tym razem, w dniach 21-24 lipca, przede wszystkim rozdawano nowe czasopismo „Ratunek” – w ręce zainteresowanych trafiło aż 2500 egzemplarzy!

– Wielki szacunek i podziękowania należą się młodzieży! Ich zaangażowanie było bardzo duże – mówi jeden z organizatorów, Marek Kroczyk. Faktycznie, około 15 młodych osób codziennie udawało się rozdawać czasopisma i sprzedawać „Wielki bój” (60 egzemplarzy) oraz inne książeczki i płyty (500 sztuk!). Materiały ufundowane były przez Zarząd Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w RP.

Wkład najmłodszych potwierdza pastor Piotr Stachurski, obecny na wszystkich dotychczasowych spływach: – Nikt nie chciał zostać pilnować kajaków, bowiem wszyscy woleli pójść „na misję”. To wspaniałe, jak dzieci wdrażają się w działania ewangelizacyjne! – uważa. Większość młodych pierwszy raz zaangażowała się w tego typu działanie. Co uważają o tym wyjeździe? – Fajne było to, że mamy prawdziwą, ale bezpieczną przygodę. Fajnie, że wręczyliśmy tyle „Ratunków”. Fajna jest świadomość (dzięki temu spływowi), że żyjemy w jakimś celu… mówili najmłodsi.

Codziennie rano, po nabożeństwie i śniadaniu, kajaki ruszały w kilkunastokilometrowy odcinek. Trzeba przyznać, że widoki wzdłuż Nidy są wyjątkowe. Co jakiś czas grupa zatrzymywała się, by odwiedzać niewielkie wioski. W niektórych najprawdopodobniej adwentyści popularyzowali biblijne prawdy po raz pierwszy. Tym większe było zdziwienie, kiedy parokrotnie na widok koszulki z okładką „Wielkiego boju” mieszkańcy od razu pytali: – O, jesteście od adwentystów?

Generalnie obecni na spływie podkreślali otwartość ludzi, niejednokrotnie wyrażających chęć wspólnej modlitwy! – Zwłaszcza w dwóch większych miasteczkach, w których pracowaliśmy, dobrze się nam działało – stwierdza Kroczyk. Chodzi o Jędrzejów oraz jeden z ośrodków polskiej reformacji, Pińczów.

Pewnego mężczyznę pływający adwentyści spotkali aż trzy razy: najpierw obserwował grupę na najniebezpieczniejszym odcinku (ok. 20-metrowym bystrzu), gdzie dostał materiały. Następnie podjechał na rowerze na najbliższy mostek, by pomachać kajakarzom. Dzień później, już w mieście, jeden z kolporterów – wydawałoby się przypadkiem, bez umówienia – zapukał do jego drzwi. – Proszę pana, wczoraj wieczorem przeczytałem wszystko, co mi daliście, chciałbym się z wami spotykać… – zadeklarował mężczyzna.

Nieco zabawna była sytuacja, kiedy przesiadująca pod małym sklepem grupa kolegów chciała kupić „On przychodzi”. Ale wszystkim z nich udało się uzbierać tylko… 27 groszy. Mimo symbolicznej kwoty książka została sprzedana. Adwentystka odwiedzająca chwilę później sklep nie mogła wyjść z podziwu, kiedy zobaczyła pod nim tak wyglądającą grupę mężczyzn: jeden powoli, na głos, czytał „On przychodzi”, reszta w skupieniu i zaciekawieniu, bez żadnych żartów, słuchała.

– Taki spływ kajakowy jest dobrym czasem zarówno rekreacji, jak i misji. Realnie dostrzegaliśmy Boże prowadzenie – przyznaje Stachurski. Warto spróbować tego typu wyjazdu, odpowiedniego – czego dowodzi tegoroczny spływ – zarówno dla młodych i starszych, doświadczonych w pływaniu, jak i kompletnych nowicjuszy (a również dla tych, którzy z ewangelizacją nie mieli dotąd nic wspólnego). Być może w przyszłym roku odbędą się 2 misyjne spływy kajakowe, ponieważ już w tym zainteresowanie było spore.

Autor: Michał Rakowski