Wspomnienia z Zakopanego – Zimowisko Chorągwi Południowej

W dniach od 26 do 30 grudnia 2014 roku odbyło się zimowisko Chorągwi Południowej w Zakopanem.

Tematem przewodnim miał być film „Kraina lodu”. Martwiliśmy się czy pogoda będzie do niego adekwatna, gdyż nie było jeszcze śniegu!

Okazało się, że dopiero w drodze na miejsce zerwała się prawdziwa zamieć. Droga stała się biała, szyba autobusu była co chwilę zamazywana przez intensywnie padające płatki, a nasz kierowca jechał często z dwukrotnie mniejszą prędkością, niż mu na to zezwalały znaki. Kiedy przyjechaliśmy do stolicy Tatr było już około 40 cm białego puchu. Bóg dał nam piękną zimę! Naszą bazą był piękny, górski zbór w Zakopanem, a zakwaterowani byliśmy na poddaszu (czyli aż na trzecim piętrze!)

Komendantem zimowiska był nasz drużynowy, Grzegorz Siawrys, a oboźnym – druh Sebastian Ganczarczyk. Po rozpakowaniu się i zjedzeniu kolacji mięliśmy czas, kiedy mogliśmy się przedstawić i każdy mógł coś o sobie opowiedzieć. Potem zostaliśmy podzieleni na cztery zastępy nazwane od imion głównych bohaterów z „Krainy lodu”. Były to „Olaf” (małe dziewczynki), „Hans” (młodsi chłopcy), „Elza” (starsze dziewczynki) i Kristoff (starsi chłopcy).

Rano z racji, że był Szabat mieliśmy luźny program. Po nabożeństwie wybraliśmy się na pobliski szczyt, Antałówkę. Przy okazji nadarzyła się sposobność do bitwy na śnieżki. Kiedy wróciliśmy do kaplicy, przyjemnie spędziliśmy czas przy cieście na rozważaniu mądrości z Księgi Przysłów. Cały dzień sobotni spędziliśmy w miłej i godnej atmosferze. Pod wieczór mogliśmy wypróbować nasze głosy w karaoke, a potem oglądaliśmy długo wyczekiwany, nasz przewodni film – „Kraina lodu”. Po tak mile spędzonym dniu wszyscy poszli spać.

No… prawie wszyscy. Tamtej nocy nastąpiło porwanie druha Konrada przez dandysa i szaleńca, doktora Zło oraz jego bezwzględną bandę. Została powołana ekipa ratunkowa z zerwanych z łóżka harcerzy, którzy mięli odszukać porywaczy podążając za ich enigmatycznymi wskazówkami wysyłanymi SMS-ami oraz uwolnić zakładnika. Gra była pełna wrażeń i lekkiej dawki gangsterskiej grozy.

Nazajutrz, jedni wypoczęci, inni ledwo żywi wstaliśmy pobudzić nasze krążenie przy porannej gimnastyce. Później po oporządzeniu się zasiedliśmy do śniadania, po czym mięliśmy poranny apel w mundurach. Po apelu zostaliśmy przydzieleni do sprawności. Można było wybrać malowanie na szkle, tropy, albo fotografię. Wszystkie sprawności cieszyły się powodzeniem.

Po sprawnościach, około 12:30 wygłodniali zasiedliśmy do obiadu, który przygotowywały dla nas ciocia Renia Parmowa razem ze swoją koleżanką, ciocią Marysią. Warto dodać, że dania były tak wyśmienite, że wiele osób często brało dokładki oraz do oporu przesiadywało w stołówce.

Po obiedzie był czas wolny. Jedni siedzieli w pokojach i rozmawiali, inni czytali książki, lecz chyba największym zainteresowaniem cieszyły się turnieje w ping – ponga lub piłkarzyki.

Niedługo czekała nas gra terenowa. Członkowie kadry byli przebrani za postacie z „Krainy lodu”, a cała okolica zamieniła się w Arendell. Reszta harcerzy podzielona na trzy patrole musiała odnaleźć uprowadzoną królową Elzę i pokonać złego księcia Hansa, zdobywając informacje i artefakty od różnych osób oraz wykonując zlecone im misje. Gracze mogli się swobodnie poruszać po całej krainie, co dodawało grze realizmu i nieprzewidywalności. Zabawa była w stylu RPG. Wielu osobom się podobała. Oby takich gier było więcej!

Kolejnym bardzo ważnym punktem naszego programu były nabożeństwa prowadzone przez naszego kapelana, pastora Edwarda Parmę, który mówił nam o tym jak ważne w naszym wieku jest kształtowanie charakteru, jak mówić „Nie!” oraz jak nasz Stwórca jest w stanie diametralnie zmienić nasz charakter i uczynić z nas szlachetnych i wartościowych ludzi. Pod wieczór mięliśmy prawdziwy, emocjonujący teleturniej.

Kolejnego dnia mięliśmy grę terenową, która zakończyła się bitwą o flagę. Niestety nie mogła się ona odbyć w lesie, jak pierwotnie planowano, ponieważ śnieg poprzykrywał wystające korzenie, dlatego pozostał  nam otwarty teren na szczycie Antałówki. Wieczorem każdy zastęp miał przygotować zabawę. Graliśmy w ślepego snajpera, krzesełka, szpital wariatów i oczko. Wszyscy świetnie się bawili.

W ostatnią noc uprowadzony został druh Filip Markowski pod pretekstem zielonej nocy. Został zaprowadzony na miejsce, gdzie złożył przyrzeczenie harcerskie i tym samym oficjalnie wstąpił w szeregi Pathfinder.

Tegoroczne zimowisko obfitowało w wrażenia, było pełne innowacji, a wśród uczestników panował duch uprzejmości i życzliwości. Pomimo, że to wydarzenie było organizowane i prowadzone przez młodą kadrę, to sądzę, że zimowisko było udane, a osoby odpowiedzialne za jego organizację stanęły na wysokości zadania.

Szkoda tylko, że zimowisko nie trwało dłużej.

Samuel Skorupski
Drużyna „Smoki”, Kraków

Zobacz zdjęcia na pathfinder.pl