|
Gdy miałam około 15 lat, mówi Beata, moją mamę zaczęła odwiedzać jej przyjaciółka, adwentystka i zaczęły rozmawiać o Bogu i studiować Biblię. Mama zabierała mnie ze sobą na nabożeństwa. Zapoznawałam się z biblijnymi prawdami wiary. Przekonałam się do nich osobiście, tak, że po śmierci mamy, 4 lata później, pozostałam sympatykiem kościoła, praktykowałam święcenie soboty, naukę o biblijnej diecie, uczęszczałam na nabożeństwa. Przez wszystkie te lata, aż dotąd, brakowało mi jednak decyzji, by całkowicie poświęcić swoje życie Bogu i przyjąć chrzest. Na przeszkodzie stał też nałóg palenia, od którego odwrócić się brakowało mi siły. Lubiłam mówić o Bogu z przyjaciółmi. Gdy poznałam Darka, znajdowaliśmy wspólny język i wiele rozmawialiśmy razem o Bogu i o życiu.
Od wczesnego dzieciństwa coś ciągnęło mnie do Boga, mówi Darek. Pamiętam moją modlitwę, jako kilkuletniego chłopca, gdy ze łzami w oczach prosiłem, by Bóg nauczył mnie znać się na zegarku. Jako nastolatek, lubiłem wcześnie rano chodzić do kościoła, gdy nie było tam ludzi, by w samotności szukać Boga. W moim domu wiele szkód wyrządził alkohol. Alkohol, inne używki i złe towarzystwo stały się moją ucieczką w wieku młodzieńczym. Przychodziły na mnie czasy opamiętania. Wiele razy prosiłem Boga o pomoc, ale wciąż upadałem. W końcu chuligańskie życie zaprowadziło mnie do więzienia. Dziś dziękuję Bogu nawet za ten okres mojego życia, który przybliżył mnie bardziej do Niego. Współwięźniowie wyśmiewając się nazywali mnie nawet „chłopakiem od religii” i pytali, gdzie jest teraz twój Bóg. Powrót z więzienia to ciągła walka i kolejne złamane przyrzeczenia poprawy. Po jednej z imprez, rano modliłem się z płaczem: Boże jeśli jesteś, to mi pomóż. Wtedy spotkałem znajomego, który podarował mi książkę „Życie w trzeźwości”, zabrał mnie też na detox.
Będąc na odwyku, chętnie przychodziłem na spotkania różnych wspólnot religijnych, które przyjeżdżały do ośrodka. Ci, którzy sami byli kiedyś alkoholikami, teraz składali cudowne świadectwa Bożego działania w ich życiu. Dawało mi to żywą nadzieję, że i dla mnie Bóg może dokonać cudu. Pan Bóg stopniowo pomagał mi wychodzić z bagna, w którym byłem. Posłużył się lekarzem na odwyku, pastorem zielonoświątkowym, który umocnił moje przekonania o mocy modlitwy.
Gdy zaprzyjaźniłem się bliżej z Beatą, pociągnęło mnie do niej to, że była wierzącą osobą i chętnie mówiła o Bogu. Przedstawiała mi nauki biblijne i zapraszała do zboru, ale do pewnego czasu wstydziłem się pójść. W końcu Bóg przełamał i tą barierę. Zacząłem studiować Biblię z adwentystami.
Ostatni rok był dla nas najtrudniejszy. Była to ciągła historia wzlotów i upadków, walka o decyzję, by postawić wszystko na jedną kartę, by odwrócić się od tego co jeszcze trzymało nas w świecie i zacząć nowe życie, przyjmując chrzest. Podobnie jak u Beaty, papierosy były największym nałogiem, który mnie zniewalał. W tym trudnym czasie wspieraliśmy i zachęcaliśmy się nawzajem. W końcu Bóg dał nam zwycięstwo, podjęliśmy życiowe decyzje, by ślubować sobie wierność małżeńską 10.01.2010 i pogrzebać nasze stare życia w wodach chrztu 16.01.2010.
Serdecznie dziękujemy Bogu, który cudownie nas prowadził oraz wszystkim, którzy wspierali nas na naszej duchowej drodze. Niech nasze świadectwo, będzie zachętą dla innych, że Bóg cudownie działa, jeśli go o to prosimy i nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.
Beata i Darek Dziergasowie.
Więcej zdjęć ... |